O MALARSTWIE TADEUSZA

 

Zawsze zastanawiało mnie czy potrzeba wypowiadania się w języku sztuki jest wrodzona i należy tylko obudzić w sobie śpiącego Anioła, czy też, w świecie różnych ekspresji ludzkich, człowiek na swój własny rachunek stwierdza, że właśnie w materiale sztuki przekaże swoje najgłębsze odczuwanie i rozumienie rzeczywistości, siebie, percepcji tego co było, jest, kultury, cywilizacji oraz złożonych zależności różnych poziomów istnienia.

Kiedy po raz pierwszy spotkałem się ze sztuką Tadeusza Bronkiewicza, wrażenie było jedno, jest to sztuka złożona, wielowymiarowa, bogata wizualnie, inspirująca i na pewno wypływająca z najdalszych, archetypicznych, pierwotnych źródeł, zanurzona w obszernym polu wierzeń, mitologii, metafizycznych pytań, w jakimś nieogarnionym oceanie przeczuć, intuicji, tchnień różnych epok, cywilizacji, kultów, religii, gdzie wszystko się przenika, łączy, rozdziela a zarazem tkwi we wszystko scalającej prajedni, prabycie.

Opis tylko literalny zewnętrznej tkanki malarskiej i formy rzeźbiarskiej prac Tadeusza, niewiele wnosi w jej rozumienie. Sądzę, że znakomite w swej wymowie twierdzenie Ernesta Holmes’a „prawdziwa wyobraźnia to nie kapryśne marzycielstwo, to ogień z niebios” trafnie określa „ducha” tej sztuki. Język symboli, alegorii, paraboli, jaki artysta stosuje, daje wiele wskazówek i sugestii, które niekoniecznie naprowadzają na czytelną interpretację. Twierdzę z całą stanowczością, że jest to sytuacja korzystna dla sztuki Tadeusza Bronkiewicza. 

Semantyczny horror vacui, gęsta siatka znaczeń, stanowią spójny świat w którym chcemy przebywać, prowadzeni klarownymi podziałami kompozycyjnymi, misternie utkanymi, ujętymi w zwartą i sugestywną formę rzeźby oraz przejmującą, kolorystyczną płaszczyznę obrazu pociętego rytmicznymi kadencjami.

Intensywność barw, nasycenie koloru, kontrasty i dysharmonie, zderzenia i harmonijne przejścia, ewokują nastrój tajemnicy, dziwności, niezgłębionej zagadki. Błądzimy, szukamy i nie znajdujemy, ale z niecierpliwym niepokojem chcemy odbywać tę podróż w niewiadome. Ornamentalne bogactwo szczegółu, przebłyski światła i lśnienia błysków dają nam znaki istnienia tajemniczych bytów, krain i obszarów, które nawet gdy odkryjemy i tak będziemy na początku drogi.

Tadeusz bardzo umiejętnie łączy różne materiały, praktycznie łączy malarstwo, rzeźbę i sztukę ornamentacji. Jego ornament nie jest w zasadzie dosłownie ornamentem, raczej „pismem-hieroglifem”. Mówiąc banalnie jego operowanie kolorem, kompozycją, przemyślanym rysunkiem, formą, bryłą, jest - tak to odbieram - podporządkowane ostatecznemu wyrazowi i wymowie dzieła.

Pytanie czy w sztuce Tadeusza jest więcej emocji czy intelektu jest pytaniem jałowym. Jego „obiekty” zawierają w stężeniu niezwykle mocnym i intelekt i emocje i wyobraźnię. Niewątpliwie żywioł wyobraźni jest kapitanem tego okrętu, który nie wiadomo skąd płynie i gdzie podąża, a szum jego widzisz i słyszysz.

Ponieważ każda sztuka jest jakimś dziedzictwem i kontynuacją, sztuka Tadeusza Bronkiewicza sięga - jak przypuszczam - do najgłębszych wątków i tradycji sztuki asyryjskiej, egipskiej, ludów pierwotnych, jest twórczym echem wizjonerstwa dzieł plemion południowo- amerykańskich, afrykańskich czy amerykańskich. Myślę że odniesienia mogą być tutaj podświadome, wszyscy bowiem pochodzimy z jednego Źródła. Sztuka Tadeusza Bronkiewicza jest dla mnie osobiście traktatem filozoficznym, teologicznym, artystycznym o najgłębszych korzeniach tego „skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy”. Traktat napisany ręką wizjonera o rozpalonej wyobraźni, który w akcie stwórczym powołuje do życia nowy porządek świata.

Ryszard Miłek
artysta malarz