O moim bracie i jego sztuce
Patrzę na twórczość Tadeusza z dwóch perspektyw, które zwykle trudno połączyć: jako brat oraz jako ktoś, kto fascynuje i zajmuje się człowiekiem — jego psychologią, motywacjami, ukrytymi napięciami. A jednocześnie od lat funkcjonuję wśród artystów najróżniejszych dziedzin. Paradoksalnie to właśnie te trzy światy pozwalają mi najtrafniej opisać jego sztukę.
Od zawsze wiedziałem, że Tadeusz nie tworzy „z wyboru”. On tworzy z konieczności — jakby sztuka była dla niego naturalnym sposobem oddychania. Nigdy nie szukał potwierdzenia ani akceptacji środowiskowej. Nie interesowały go etykiety czy instytucje. To, co robi, wynika z nieustannego, często bolesnego, ale niezwykle uczciwego dialogu z samym sobą i z materią, której dotyka.
Wiem, że prawdziwa ekspresja rodzi się tam, gdzie kończą się słowa. I właśnie tam zaczyna się sztuka Tadeusza. Jego rzeźby, obrazy i rysunki nie są narracją — są procesem psychicznym utrwalonym w formie. Widać w nich stany liminalne, przejściowe, zapis emocji, napięcia i intuicji, których nie sposób przełożyć na język werbalny. To sztuka, która pracuje jak cień: subtelnie, ale nieuchronnie.
Do tego dochodzi aspekt, który rozumiem szczególnie głęboko — bo sam latami dojrzewałem do podobnego podejścia w swoim życiu i pracy. Chodzi o uczciwość wobec samego siebie. Taką, która nie pozwala na kalkulację, strategie czy zabieganie o efekt. W twórczości Tadeusza widzę właśnie tę absolutną szczerość: materia nie służy mu do wytwarzania czegoś „ładnego”, lecz staje się przestrzenią konfrontacji z tym, co niewygodne, nieoczywiste, czasem bolesne. A taka postawa wymaga nie tylko talentu — wymaga odwagi, dojrzałości i wewnętrznej konsekwencji.
Czarny dąb, którym zajmuje się od kilku lat, nie jest jedynie materiałem. Jest partnerem, świadkiem, wielowiekowym organizmem, z którym wchodzi w dialog. Podobnie kamień. Podobnie płótno. Tadeusz nie narzuca formy — on jej słucha. To bardzo rzadkie.
Choć patrzę na jego drogę z profesjonalnego dystansu, nie mogę udawać, że nie jestem bratem. Widzę, ile w jego sztuce jest prawdy, determinacji i samotności. Ile pracy, której nikt nigdy nie zobaczy. I wiem też, że w tym wszystkim Tadeusz jest jednym z najbardziej autentycznych artystów, jakich znam — nie dlatego, że „tak wypada”, ale dlatego, że nie potrafi żyć inaczej.
Sztuka Tadeusza nie jest łatwa. Bywa wymagająca, mroczna, czasem ascetyczna, czasem liryczna. Ale zawsze pozostaje uczciwa — wobec materii, wobec świata i wobec samego twórcy. A to w dzisiejszych czasach wartość bezcenną.
Janusz Bronkiewicz

